poniedziałek, 14 września 2026

Zaproszenie we śnie do pracy przy obiektach latających

Wczoraj miałam między innymi snami jeden dość zaskakujący. Był stabilny i realistyczny. Zaczął się od tego, że byłam w dużym hangarze wojskowym, gdzie nad podłogą unosił się jakby korpus czarnego statku latającego, mającego wymiary około 3x3 metry, całego czarnego, zbudowanego z jakiegoś rodzaju matowego kompozytu.

Przyznam, że niezbyt mnie to interesowało, ale otaczający mnie ludzie prezentowali mi ten obiekt jako coś bardzo atrakcyjnego. Pokazywali, w jakiej pozycji siedzi w środku pilot (na wpół leżąc) i że to takie superfajne. Po czym poprosili mnie, żebym wycięła z bardzo cienkiego dużego kartonu coś w rodzaju 'skrzydeł' dla tego obiektu. Stwierdziłam, że okej, mogę spróbować to zrobić. Docięłam mniej więcej tak karton, że można było go jakby nałożyć na korpus w taki sposób, że karton go obejmował.

Jednak nie przykładałam się, bo dla mnie to było bardziej jak szkic pomysłu. Wojskowi byli zadowoleni i oczekiwali, że to już jest w pełni gotowe. Ale odparłam, że nie jestem inżynierem, że jestem artystą i tylko mniej więcej im to wycięłam, więc niech teraz przekażą to dalej komuś, kto wykona to na czysto. Byłam bardzo zaskoczona, kiedy zobaczyłam, jak byli zdenerwowani, zniecierpliwieni i zawiedzeni tym, że nie wykonałam tego w pełni. Z mojej perspektywy to była luźna zabawa, tym bardziej po tym, jak na samym początku tak miło i zachęcająco i na luzie prezentowali mi ten obiekt.

Kiedy się wybudzałam z tego snu, miałam intensywne wrażenie, że już wcześniej śniłam o takich obiektach lewitujących, mających na około siebie coś, co kojarzyło mi się z papierowym rondem. Ale nie umiałam przywołać żadnego snu konkretnie. Rano zanotowałam sen w dzienniku i wzruszyłam ramionami nad jego dziwną fabułą, porzucając ten temat. Większość dnia rysowałam, rozmyślałam nad snem z uzdrowieniem i oglądałam jednym okiem Widow's Bay (całkiem niezły).

---

Jednak dziś w nocy motyw wojskowych i latających maszyn powrócił. Sen zaczął się od tego, że unosiłam się w przestrzeni kosmicznej i obserwowałam czarną dziurę, wokół której było pełno rozgrzanej plazmy. Czułam się trochę zaniepokojona ogromem tego, co obserwuję, ale towarzyszący mi narrator prowadził mnie. Zobaczyłam, jak z tej czarnej dziury rodzi się spiralna galaktyka. Obracała się wokół własnej osi. Z niej wyrosła kolejna spiralna galaktyka, trochę jak we fraktalach. A z tej drugiej wyłoniła się kolejna, najmniejsza. Wtedy usłyszałam, że to moja galaktyka, ta, w której żyję, że tak się narodziła. Wszystko intensywnie się ruszało i wyglądało przytłaczająco ogromnie, nawet mimo tego, że obserwowałam to z dużego dystansu.

W kolejnej scenie narrator opowiadał mi o motywie pierzastego węża wyznawanym w różnych kulturach na całym świecie. Widziałam jego różne przedstawienia, po czym zobaczyłam samego węża na tle ciemnej przestrzeni. Jego ciało było pozałamywane pod ostrymi kątami geometrycznie. Narrator stwierdził, że dziś jest nadal obserwowany na Syberii, w rejonie jeziora Bajkał, i że jest to chronione zjawisko. Że czasem widać, jak mknie pod taflą lodu. I dokładnie to zobaczyłam: dwa takie węże, jeden był mniejszy. Dowiedziałam się, że to symboliczne przedstawienie i tak naprawdę chodzi o jakiś rodzaj energii kierunkowej. Coś podobnego do elektryczności, ale niebędącego nią.


---

Za moment stałam w dużym hangarze wojskowym. Byłam ubrana w mundur i wokół mnie byli inni wojskowi, na początku same kobiety. Mieliśmy różne zajęcia i chodziliśmy spać do naszych kwater. Jednak miejsce, w którym pracowaliśmy i żyliśmy, było jakby ukryte. Trzeba było się do niego dostać, przechodząc przez olbrzymi hangar, w którym spawano różne rzeczy. Pokazano mi scenę, w której część tych wojskowych kobiet jakby mknęła bardzo szybko na tym wielkim zgeometryzowanym wężu. Wyglądało to dość niebezpiecznie i byłam zaskoczona tym, jak bardzo wyglądało to nieostrożnie.

W kolejnej scenie byłam w pomieszczeniu z dużą ilością piętrowych ławek przy ścianie, a na środku pomieszczenia był pusty parkiet. Wszyscy wokół mnie byli młodzi i byliśmy na czymś w rodzaju wykładu. Trochę go słuchałam, ale bardziej rozmyślałam o innych rzeczach, obserwując siedzących obok ludzi. Nagle usiadł obok mnie jakiś wojskowy, który wszedł chwilę wcześniej do tej sali. Ciepło objął mnie ramieniem, to było bardzo przyjemne, ale pomyślałam, że również niezbyt pasujące do sytuacji, więc zastanowiłam się, jaki w tym sens. I pomyślałam o tym, że mogę mieć później przez to problemy że to jakaś manipulacja.

Chwilę później ten sam człowiek zaczął mi opowiadać o latających obiektach, przeczących znanym nam prawom fizyki. Opowiadał o nich jak fascynat lotnictwa. Słuchałam tego, ale nie byłam specjalnie zainteresowana. Opowiadał o wrażeniach, jakie to daje, że świetnie jest być pilotem czegoś takiego. Zastanawiałam się, po co mi to opowiada tak wylewnie, ale w końcu zapytał, że może ja bym chciała być takim pilotem.

Brzmiało to atrakcyjnie, a ten wojskowy wydawał się bardzo miły, jednak nigdy mnie nie ciągnęło do lotnictwa, więc odparłam, że nie rozumiem, czemu mi to proponuje. Za moment zaczęłam się budzić, ale to nie był standardowy proces budzenia. Po prostu wyciągnęło mnie z tego snu i znalazłam się w abstrakcyjnej falującej przestrzeni pełnej kolorów. Wojskowy dalej do mnie mówił, ale tym razem telepatycznie, oboje nie mieliśmy już ciał. Namawiał mnie na to, żebym spróbowała z tym pilotowaniem, że jeśli w to wejdę, to będzie świetnie, bo będziemy mogli cały czas utrzymywać ze sobą taką telepatyczną komunikację i spotykać się w snach. Biło od niego zapewnienie bezpieczeństwa i ciepło, dosłownie jak obietnica najlepszej przyjaźni, jaka może łączyć dwie osoby. Odparłam, że nie wiem, że nie chcę brać udziału w czymkolwiek złym, ale dostałam zapewnienie, że 'oni' są tymi po dobrej stronie. Więc uściśliłam moje stanowisko i stwierdziłam, że nie chcę brać udziału w niczym, co prowadzi do cierpienia jakichkolwiek istot.

---

Wtedy naprawdę zaczęłam się wybudzać, ale był to dziwny proces, cały czas znajdowałam się po części w tej abstrakcyjnej falującej kolorowej przestrzeni. Wrażenie było takie, jakby były tam dwie ogromne płaszczyzny-membrany falujące w różny sposób na całej swojej powierzchni i przenikające się miejscami. Obserwowałam to zaintrygowana, postanowiłam się nie ruszać i pozostać w półśnie. Miałam wrażenie, że połączenie telepatyczne wcale nie zostało zerwane i że ktoś się przysłuchuje moim myślom. Jak również, że ta przestrzeń i te dwie membrany mają coś wspólnego z przestrzenią komunikacji. Miałam bardzo mieszane uczucia, więc skupiłam się na tym, żeby zlać się w jedno z moją Wyższą Jaźnią i wtedy poczułam, jak połączenie zostało zerwane.

Leżałam przez dłuższy czas i byłam pod ogromnym wrażeniem snu. Ta rozmowa sprawiała wrażenie całkiem realnego i namacalnego kontaktu z drugim człowiekiem. Miałam silne wrażenie, że na serio dostałam zaproszenie do czegoś, bardzo atrakcyjne zaproszenie, ale jednocześnie miałam odczucie, że to było zbyt ładne, zbyt ukute pod zapewnienie, że wszystko jest bezpieczne i superatrakcyjne.

Leżąc w tym stanie i rozmyślając nad snem, napłynęła do mnie myśl o tym, jakby informacja, którą sobie przypomniałam. Że to, co mi się śniło jako papier zeszłej nocy, było tak naprawdę czymś w rodzaju pola energetycznego i że żeby pilotować te obiekty, potrzeba ludzi z dużą łatwością w wizualizacji i operowaniu energią-wolą, żeby ten sprzęt działał odpowiednio. Że miało to związek z tym pierzastym wężem będącym jakąś intensywną energią.

Kiedy znów zasnęłam, miałam bardzo ciekawy sen o podróżowaniu w czasie przez symboliczną ulicę, gdzie jeden koniec był w przeszłości, a drugi w przyszłości. Po obudzeniu się rano (tak naprawdę bardziej w południe, bo znów spałam dobre 12 h, regenerując ciało), nadal byłam pod wrażeniem opisanego wyżej snu i całej tej telepatycznej rozmowy. Jestem ciekawa, co to było i o co chodziło. O ile spotkania z ufolami śnią mi się dość często, to z wojskowymi prawie w ogóle, a temat bycia pilotem i w ogóle lotnictwa pojawił się pierwszy raz w moich snach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz