W tamtym okresie bardzo intensywnie odczuwałam, że jestem turystą odwiedzającym tą rzeczywistość. Dostawałam w snach bardzo dużo lekcji, które pokazywały mi czym ona jest i czym jestem ja, na tyle na ile był w stanie to pojąć mój dziecięcy umysł. Jedną z informacji był przejmujący świadomy w sen w którym zarówno wizualnie jak i ze słów narratora dowiedziałam się, że jednostkowość jest złudzeniem.
Starałam się żyć zgodnie ze sobą, jednak moje podejście do życia było mocno niekompatybilne z otaczającą mnie rzeczywistością. Na tyle, że byłam ciągle karana za bycie sobą w niemal każdej mojej interakcji z ludźmi. Obserwowałam to i współczułam wszystkim tego jak się czują i jak postępują potęgując cierpienie i strach. Więc moim pierwszym świadomym pragnieniem było doświadczyć każdej kondycji ludzkiej żeby być w stanie lepiej zrozumieć co się tutaj dzieje i dzięki temu lepiej pomagać.
To pragnienie trwało we mnie przez wszystkie lata raz wypływając na wierzch innym razem niemal zupełnie znikając. W tym czasie życzenie doświadczenia każdej ludzkiej kondycji realizowało się. Poznałam co znaczy skrajna rozpacz, co znaczy skrajny ból, co znaczy totalny brak poczucia bezpieczeństwa, skrajna samotność, brak nadziei, a nawet rozpad struktur osobowości. Faktycznie poznałam na tyle dużo, że rozumiem te zjawiska od środka.
Wielokrotnie próbowałam te doświadczenia przekuć na pomaganie innym ludziom mierzącym się z podobnymi problemami. Jednak z czasem zauważyłam, że tego nie da się zrobić. Nie dlatego, że nie mam odpowiedzi, tylko dlatego, że wielu z nich nie pragnie rozwiązania - a jedynie uwagi, lub potwierdzania swojego światopoglądu. Dopiero, kiedy ktoś naprawdę sam szuka i jest otwarty na pomoc, tylko wtedy mogę jej udzielić.
I właśnie w trakcie niedawnej dyskusji z nieznajomą mi osobą na Reddicie, stało się coś co jeszcze dalej pchnęło moje zrozumienie. Owa osoba zapytała mnie, czemu kiedy byłam dzieckiem to moim pragnieniem było pomaganie innym. Odpowiedziałam, że dlatego, że współczuję wszystkim żywym istotom ich cierpienia i ponieważ od początku mam łatwość w pojmowaniu obserwowanych mechanizmów, to często rozumiem co jest przyczyną cierpienia w danej sytuacji.
Jednak zaraz po tym jak to napisałam, trafiło mnie uświadomienie, że jest w tym błąd. Pragnęłam pomagać ze współczucia a nie z miłości. A przecież rzeczywistość jest niesamowicie fascynującym zjawiskiem, którego jestem częścią. Więc jeśli wątpię w jego jakość to wątpię w siebie i sprowadzam całe istnienie do cierpienia i problemów wymagających rozwiązania.
poniedziałek, 3 sierpnia 2026
Miłość
Niedawno miałam ciekawą dyskusję w trakcie, której wspomniałam o moim dzieciństwie i celu jaki wtedy obrałam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz