Pewnego dnia w dzieciństwie zaczęła mnie prześladować myśl, że każdej chwili mojego życia rozwarstwiam się. Moje istnienie jest jak taśma filmowa, składa się z poszczególnych wersji mnie, które zamierają w bezruchu. Obawiałam się, że któregoś dnia to ja będę zamrożoną wersją, a jakaś inna ja ruszy dalej. Teraz, po latach, myślę, że wiem czego dotyczyła ta intuicja. W miarę zdobywania wiedzy za pomocą moich doświadczeń, dotarłam do miejsca w którym zaczęłam postrzegać istnienie, czas i przestrzeń odmiennie od popularnych koncepcji. Zauważyłam, że wszystko wydaje się wielowymiarowe i fraktalne w swojej naturze.
Np. zjawisko poczucia jednostkowości, jest złudzeniem wynikającym z emergencji wielości za nim stojącej. Nieźle to ilustruje wyjaśnienie, które dostałam od jednej postaci. Zapytałam jej w LD czy jest coś o czym powinnam wiedzieć, a ona odparła, że tak. Że jestem jak talia kart - figury, to są takie części mnie, które są pełnoprawnymi świadomościami, złożonymi i autonomicznymi tak jak ja i że ona jest jedną z nich. Ale są też karty numeryczne, które są o wiele bardziej abstrakcyjnymi świadomościami. Są tak bardzo abstrakcyjne dla mnie, że nawet nie pamiętam spotkań z nimi. Im bardziej badałam ten temat, tym mocniej zauważałam, że poczucie jednej-ja, jest ogromnym uproszczeniem.
Złożoność tego zjawiska rozlewa się szerzej, na różne wymiary, w których istnieję równocześnie. Gdzieś w tym wszystkim jest istota, którą mogę nazwać moją Wyższą Jaźnią - ta która śni mnie-personę i jednocześnie jestem nią, a ona mną. Tak jak Wyższa Jaźń śni mnie, tak ja w snach mogę wcielać się w różne postacie - ludzi, zwierzęta, obce istoty. Poznaję ich perspektywę ze strzępków ich wspomnień, skojarzeń, myśli, uczuć i emocji, które do mnie przeciekają, podobnie jak przez poczucie jak to jest mieć inny kształt ciała. Doświadczam tego od dziecka, dzięki czemu szybciej znałam perspektywę bycia dorosłym.
Niektóre z tych doświadczeń były dosłownie traumatyzujące i przez wiele lat w dzieciństwie bałam się, że to zapowiedź mojego przyszłego życia. Na szczęście okazało się inaczej. Wiem z relacji osób z którymi osobiście rozmawiałam, jak i z relacji dostępnych w książkach, oraz na forach, że ludzie całkiem często się orientują, że mają w sobie pasażera na gapę, który chce spojrzeć z perspektywy ludzkiej. Moim zdaniem, jest to naturalne zjawisko i w większości przypadków jest neutralne.
Na bazie tego wszystkiego myślę, że rzeczywistość jest czymś w rodzaju snu, gdzie całe istnienie u swoich podstaw jest 'zbudowane' ze świadomości, która doświadcza samej siebie wielowymiarowo śniąc niezliczoną ilość snów na raz. W jednych będą znane nam prawa fizyki w innych nie. A gdyby chcieć określić czym tak naprawdę są doświadczane chwile, to wychodzi mi, że nie są niczym ciągłym i liniowym, że najbliższą ideą, jest ta na bazie prac Einsteina - koncepcja blokowego wszechświata. Nie tyle liczą się powiązania, co unikatowość i różnorodność doświadczeń, ponieważ to one są główną funkcją świadomości leżącej u podstaw istnienia - reszta zjawisk, takich jakimi je postrzegamy, jest tylko efektem ubocznym, sposobem na realizację doświadczania.
Także myślę, że miałam intuicję tego modelu w dzieciństwie, ale ponieważ nie potrafiłam tego zrozumieć szerzej, to mój dziecięcy umysł uprościł to do wizji, która wydawała się niepokojąca. Tymczasem, w rzeczywistości nie idę przez czas - wszystkie chwile istnieją równocześnie, każda iteracja mnie. Tej z dzieciństwa, zaraz obok tej, która będzie stara - czas jest złudzeniem tworzonym przez mózg, tak samo jak kolory i dźwięki. Kauzalność istnieje, ale nie w takiej formie jak ją postrzegamy na co dzień, a zjawiska przyszłe mają również wpływ na zjawiska przeszłe. Gdybym miała nazwać moje stanowisko, to byłby to najpewniej idealizm monistyczny.
Także myślę, że miałam intuicję tego modelu w dzieciństwie, ale ponieważ nie potrafiłam tego zrozumieć szerzej, to mój dziecięcy umysł uprościł to do wizji, która wydawała się niepokojąca. Tymczasem, w rzeczywistości nie idę przez czas - wszystkie chwile istnieją równocześnie, każda iteracja mnie. Tej z dzieciństwa, zaraz obok tej, która będzie stara - czas jest złudzeniem tworzonym przez mózg, tak samo jak kolory i dźwięki. Kauzalność istnieje, ale nie w takiej formie jak ją postrzegamy na co dzień, a zjawiska przyszłe mają również wpływ na zjawiska przeszłe. Gdybym miała nazwać moje stanowisko, to byłby to najpewniej idealizm monistyczny.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz