poniedziałek, 29 czerwca 2026

Yin/Yang

Kiedy byłam dzieckiem, zasypiałam, utrzymując świadomość. Czułam coraz mocniejsze bujanie, aż następowało wyrzucenie z ciała. Zwykle lądowałam w pokoju obok lub przed budynkiem, w którym spałam. Do dziś nie wiem czemu, ale jedne z pierwszych zapamiętanych przeze mnie snów polegały na tym, że po wylądowaniu przed budynkiem na nocnym niebie pojawiał się świecący trójkąt, który chciał mnie zassać w siebie, a ja za każdym razem usilnie przed nim uciekałam przerażona. Ten motyw przeplatał się ze snami, w których byłam zasysana prosto w nocne niebo. Więc kiedy zaczynałam czuć intensywne przyciąganie, chwytałam się wszystkiego, co było po drodze, jak np. gałęzi drzew lub dachów budynków, byle tylko oprzeć się porywającej mnie w niebo sile.

Te sny były na tyle traumatyczne, że nawet kiedy nauczyłam się latać, to zawsze krążyłam nisko i czułam niepokój na myśl o locie prosto w niebo. Przez ponad czterdzieści lat nie próbowałam latać wysoko. Dopiero w ostatnich paru latach zaczęłam podejmować próby zmiany tego nawyku i z zaskoczeniem zauważyłam, że mam z tym problem. Testowałam różne techniki zalecane przez ludzi ale bez skutku. Za każdym razem miałam wrażenie, jakby mi czegoś brakowało. Jednak nie byłam w stanie stwierdzić, czy brakuje mi wiary w powodzenie z powodu dawnych lęków, czy to jednak wynik innego czynnika.

---

Zagłębiając się w rozmaite wątki związane z praktykami ezoterycznymi, zaczęłam trafiać na powtarzające się wielu kulturach wzorce opisujące najpewniej te same zjawiska, tylko pod różnymi nazwami. Na bazie tych znalezisk zaczęłam inaczej postrzegać temat energii, jakie zasilają ciało i umysł. Są dwie podstawowe energie - energia 'planu fizycznego' i energia niefizyczna. Można je nazwać Yin i Yang. Wyższa jaźń śniąca moją personę na tym planie jest odpowiedzialna za zasilanie energią Yang, a energia z tego planu to Yin.

Wiedziałam, że mam zakłócenia w przepływie energii w moim ciele, ponieważ choruję od wielu lat, jednak nie wiedziałam czemu. Dopiero wgryzienie się w temat energii pozwoliło mi zrozumieć przyczyny tej dysharmonii we mnie i rzeczy, które nawarstwiały się od lat jako pomniejsze czynniki doprowadzające do tego stanu. Jednym z nich jest fakt, że od dawna nie miałam żadnego kontaktu z energią Yin - ani nie siadam bezpośrednio na ziemi, ani nie staję na niej boso, ciągle jestem izolowana, a życie w mieście nie poprawia tego. Z energią Yang nie mam tego problemu, ale potrzebne są obie, żeby dobrze funkcjonować na wszystkich poziomach.

Także jedną z rzeczy, którą zrobiłam, było zakupienie maty uziemiającej i siedzenie na niej w trakcie medytacji, skupiając się przy wdechu na zasysaniu Yin do dolnej czakry/dantianu, a przy wydechu wypuszczanie jej do ciała. Zakładałam, że kiedy usiądę na takiej macie, to pewnie nic nie poczuję, więc przeżyłam niemałe zaskoczenie, kiedy okazało się, że miałam bardzo konkretne sensacje w ciele - mrowienie i łaskotanie. Na początku w trakcie medytacji czułam delikatne sensacje, ale jakby sama energia nie gromadziła się łatwo ani nie rozchodziła się płynnie po ciele. Dopiero po paru dniach zaczęłam czuć, że coś się zmienia, że w trakcie medytacji mam wrażenie wyczuwania realnego gromadzenia energii.

I wtedy nastąpiło coś, co mnie zaskoczyło. Miałam sen, w którym jak zwykle latałam nisko, ale żeby pokonać wysokie ogrodzenie, musiałam znacznie podlecieć. Spróbowałam i zauważyłam, że to po prostu się udało. Później podeszłam do skoku na budynek i znów sukces - nawet pomimo komentarza stojącej obok mnie postaci, że na pewno mi się to nie uda. Dosłownie czułam tym razem, że mam energię, żeby lepiej latać - wreszcie po tych wszystkich latach coś się ruszyło.

---

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęłam się skupiać na intencji, żeby na co dzień prowadziła mnie moja Wyższa Jaźń, ponieważ względem niej jestem jak te wszystkie postacie, w które się wcielam w snach. WJ jest jak wielowymiarowa wersja mnie, ta poza czasem i przestrzenią - więc wie o wiele więcej niż ja kiedykolwiek mogę wiedzieć. Ludzie nazywają ją różnie: podświadomość/nieświadomość, intuicja, MTJ, dajmonion, geniusz, przewodnik, opiekun.

Powtarzanie tej intencji zaczęło skutkować trafianiem na coraz ciekawsze wątki pogłębiające moje poszukiwania - jednego dnia w trakcie medytacji przychodziły do mnie konkretne informacje, a następnego, bez wyszukiwania, trafiałam na powiązane z nimi wpisy na Reddicie lub filmiki na YT, które rozwijały temat. Jedna z takich rzeczy to relacja Jasona Quitta o tym, jak się zaczęły jego doświadczenia poza ciałem. Opowiadał, że co noc miał paraliż senny i był obserwowany przez czarną postać, i że ta sama postać później towarzyszyła mu w snach jako opiekun. W tych snach był często wyrywany z sennej lokacji przez jakieś postacie i to wszystko bardzo go stresowało, nie były to przyjemne doświadczenia. W końcu towarzysząca mu postać wyjaśniła, że ma te doświadczenia, ponieważ jego energetyka ssie. Jest na tyle słaba, że jeśli nie zadba o nią, to z czasem będą się do niego przyczepiać różne postacie/energie, co na dłuższą metę doprowadzi do tego, że będzie ciężko chorował. To mnie bardzo zainteresowało - ponieważ mimo tego, że nie miałam dokładnie takich doświadczeń jak Jason Quitt, to miałam bardzo zbliżone wzorce, szczególnie w dzieciństwie.

U śniących świadomie od dziecka powtarza się ten sam wzorzec - doświadczali w dzieciństwie intensywnego stresu o różnym podłożu (czasem wystarczy częste chorowanie). Co doprowadzało do rozchwiania energetyki i otwierało drzwi dla różnych bytów. Z jednej strony większość świadomie śniących nauczyła się dość szybko, jak radzić sobie z lękiem, ale z drugiej to nie znaczy, że dzięki temu wszystko było rozwiązane i tak też było w moim przypadku. Do niedawna byłam przekonana, że z moją energetyką nie może być źle, bo przecież śnię świadomie często, nawet kiedy się o to nie staram.

Jednak nawet kiedy spojrzy się na świadome śnienie i łatwość zapamiętywania wielu snów z nocy od strony biochemii organizmu, to się okazuje, że i tu widać zachwianie, a nie wyjątkową skłonność. Do świadomego śnienia potrzebny jest miks wielu czynników, takich jak np. wysoki poziom acetylocholiny, ale również lepiej się zapamiętuje sny, kiedy jest podniesiony poziom noradrenaliny w nocy (co w zdrowym śnie nie powinno mieć miejsca). Także potrzebne jest zachwianie biochemii i architektury snu, żeby wiedzieć, że się śni, a później jeszcze to zapamiętać.

Wyłania mi się z tego następujący obraz: do świadomego śnienia/podróży poza ciałem są dwie drogi, jedna prowadzi przez świadomą praktykę i rozwój wewnętrzny, pracę z energią i swoim umysłem, a druga prowadzi przez rozchwianie energetyki, ciała i umysłu. Też prawdopodobnie dlatego ścieżka powołania szamańskiego wiedzie przez chorobę i jest tak drastyczna, ponieważ rozchwianie pomaga otwierać drzwi, ale nie mając w tle wsparcia w postaci praktyki, prowadzi do choroby i wyniszczenia. Temat jest oczywiście o wiele bardziej złożony, jednak wydaje mi się ważne, żeby zrozumieć to rozróżnienie i mechanizm za nim stojący.

A bardzo dobrym przykładem tego, jak funkcjonują obie energie i co uważna praktyka może z nimi zdziałać, jest John Chang:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz