Dziś śniłam o jakimś rytuale. Ludzie siedzieli na schodach i uderzali w bębny wykonane z cienkiej brązowej blachy. Tworzyli transowe, rytmiczne powtórzenia i buczącą wibrację. Wszyscy byli bardzo skupieni. Po jakimś czasie w wodzie pojawiły się smugi złotego światła. Najpierw pojedyncze, a z czasem zaczęły się zagęszczać wokół największego posągu i wirować, wypełniając go sobą.
To, czego nie widać poza kadrem z lewej, to otwarte morze, z którego napływała złota energia. Wydawała się być świadomą formą. Każda smuga była jakby odrębnym fragmentem. Kiedy zaczęły wirować, zlały się w jedną silną moc-świadomość. Sen się po tym uciął.
Scenę obserwowałam głównie z perspektywy przedstawionej na ilustracji, czasem przemieszczałam się po jej różnych punktach, przyglądając się poszczególnym elementom z bliska.
W kolejnym śnie opowiadałam sennym postaciom o tej scenie, bo wydawała mi się intrygująca. Namawiały mnie, żebym spróbowała powtórzyć rytm i dźwięk, który słyszałam w tym śnie, ale odparłam, że całe życie specjalizowałam się w obrazie, a nie dźwięku, więc niestety nie umiem tego zrobić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz