Tymczasem moje myślenie jest dalekie od linearności. Jest raczej jak wielowymiarowa, ogromna sieć powiązań, gdzie gradacja istotności informacji praktycznie nie istnieje. Już będąc dzieckiem, poza zdzieraniem kolan podczas wspinania się na drzewa, potrafiłam długo siedzieć i analizować jakiś problem, który mnie zainteresował. W domu rozkręcałam wszystko, co tylko mogłam, żeby zrozumieć zasadę działania zamków, magnetofonów, interaktywnych zabawek. Kiedy dostałam Barbie z Pewexu, dość szybko rozcięłam jej 'skórę' na stawach kończyn, żeby sprawdzić, jak wyglądają zawiasy.
Jako nastolatka spędzałam już naprawdę długie godziny, bawiąc się możliwościami mojego mózgu i rozważając abstrakcyjne problemy. Byłam ciekawa, jak daleko mogę zabrnąć, zanim trafię na ścianę, gdzie złożoność równania mnie przytłoczy. Kiedy docierałąm do kresu, zaczynałam kombinować nad wymyślaniem narzędzi pozwalających obejść ten problem, np. przez rozbicie zagadnienia na mniejsze części albo ugryzienie go z zupełnie innej strony. Byłam zafascynowana tym, jakie mechanizmy stoją za myśleniem i jakich sposobów rozwiązywania interesujących mnie zagadnień jestem w stanie się nauczyć.
Pamiętam, jaką satysfakcję i radość czułam, kiedy w podstawówce rozgryzałam rozważania Lema, a w liceum Dicka, Orsona Carda, Le Guin i innych - to było jak oddychanie pełną piersią. W dzisiejszych czasach potrafię, jak wszyscy, zaprzątać mój mózg papkami z internetu - np. kompilacjami z Daily Dose of Internet. Jednak to nie zaspokaja mojego głodu gimnastykowania umysłu. Po prostu uwielbiam rozważać różne tematy i wgryzać się w mechanizmy za nimi stojące. Jestem spragniona poznawania i rozumienia mechanizmów. Nie obchodzą mnie popisy z oczytania, z pamięci dat i nazwisk ani fluencja słowna - chociaż potrafię docenić umiejętności za nimi stojące.
Wiedza, którą mam, jest dla mnie w praktyce niesamowicie atrakcyjna i przydatna i wciąż chcę więcej. Jednak w kontekście dzielenia się nią, pisania o niej, mam problem. Chciałabym, ale przyznam, że nie potrafię, dlatego robię to tak fragmentarycznie, wyrywkowo, bo zwyczajnie nie wiem, jak to rozwiązać. Łatwiej jest mi wylistować setki twórców, których myśli lub sztuka zawierają interesujące mnie wątki, niż napisać, co z tego wyniosłam.
Spróbuję to zobrazować: w umyśle widzę informacje jako splątane ze sobą na różne sposoby i są jak trójwymiarowa bryła, np. sześcian. Kiedy chcę je wyrazić za pomocą języka, który jest dwuwymiarowy, wymuszający liniowość informacji, to tak, jakbym pokazywała tylko jedną ściankę sześcianu, czyli płaski kwadrat. Co na tyle mocno zniekształca obraz, że wolę nie mówić, niż mówić, aż tak upośledzając faktyczną treść. Mimo to nadal podejmuję próby i może z czasem uda mi się tutaj po kawałku coś z tego przedstawić sensowniej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz