wtorek, 1 września 2026

Chatka z różnymi liniami czasowymi

 


Razem z dwiema osobami szłam szeroką polną drogą obserwując światła na niebie. Jedno z nich zaczęło świecić prosto na nas, więc wbiegliśmy za chatkę, która była niedaleko. Chwilę później zza niej wychyliła się bardzo wysoka i smukła postać. Wystraszyła nas, ponieważ chwilę wcześniej aż po horyzont było widać tylko puste pola i las w oddali, ani śladu czyjejś obecności.

W tym momencie mam wyrwany fragment pamięci, mimo że cały sen był stabilny i pamiętam go praktycznie od początku do końca z detalami, za wyjątkiem jeszcze dwóch momentów, równie dziwnie uciętych.

Pamięć mi wraca w chwili, kiedy jestem z dwójką moich towarzyszy we wnętrzu chatki i wiem, że jesteśmy tu już od dłuższego czasu. Mam wspomnienie o tym, jak niezwykłym miejscem jest ten domek, że część pomieszczeń jest w czasie przeszłym, a część w teraźniejszym, w związku z czym wiem, że dwójka moich znajomych jest z przeszłości, a ci z teraźniejszości już dawno wyszli z tego domku.

Nie wdając się w detale, postanowiłam ruszyć dalej w drogę, więc opuściłam chatkę z dużym plecakiem, wypchanym notatnikami, szkicownikami oraz liśćmi paproci, chociaż nie pamiętam, czemu miałam spakowane również te ostatnie. Oddaliłam się, coś się wydarzyło i znów byłam w chatce, tylko tym razem bez plecaka. Więc ponownie wyszłam z zamiarem odzyskania moich rzeczy, a wraz ze mną jeden z moich towarzyszy, żeby mi pomóc.

Kiedy dotarliśmy do plecaka, nagle na niebie pojawiło się pełno jasnych punktów, a w lesie były widoczne fioletowe i zielone światła, niektóre wisiały przed ścianą lasu. Klimat był przedziwny, tak dziwny, jak bywa czasem, kiedy ma się wydarzyć coś anormalnego. Miałam wrażenie ciszy zmiksowanej z wibracją i zauważyłam, że to wszystko działa mocno na moją percepcję, tak jakby próbowało mnie uśpić, więc się mocniej skupiłam. Chwilę później biegnący przede mną towarzysz padł na ziemię nieprzytomny. Wbiegłam do domku, żeby zostawić plecak i wrócić po niego, ale wtedy dostrzegłam, że druga osoba już go wciągnęła do środka, po czym sama wybiegła bez słowa, gnając wprost w stronę ściany lasu i dziwnych świateł unoszących się przed nim.

Chciałam zamknąć drzwi chatki, ale dostrzegłam znów tę nienaturalnie wysoką postać, jak się zbliżała. Więc zamknęłam wewnętrzne drzwi i zaciągnęłam do kąta nieprzytomnego, sama się razem z nim tam ukrywając. Za moment zobaczyłam, jak wysoka postać prześwituje jakby przez ścianę pokoju i patrzy intensywnie wprost w moje oczy. W tym momencie sen się urwał, a ja się obudziłam zaskoczona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz